Hit miesiąca – Decubal Shower & Bath Oil

Pamiętacie mój kit miesiąca, tak reklamowany balsam Nivea pod prysznic? Tamten kosmetyk okazał się hiper bublem. Dlatego w ramach hitu miesiąca, jako pierwszy opiszę olejek pod prysznic Decubal Shower & Bath Oil, który spełnia właściwie wszystkie obietnice producenta poprzedniego produktu.

Olejek ten otrzymałam razem z innymi kosmetykami tej marki w ramach akcji na Facebooku (tak tak, tej w której niektórzy zgłaszali się kilkanaście razy aby otrzymać zestaw albo sprzedawali kosmetyki zaraz po otrzymaniu, nie wiedzą co stracili ;). Z wszytkich, które do tej pory testowałam (a używałam już prawie wszystkich z paczki), ten jest jednym z moich ulubionych. W ogóle marka Decubal zaskoczyła mnie relacją jakości do ceny, praktycznie wszystkie kosmetyki z paczki są rewelacyjne (nie pasuje mi właściwie tylko krem pod oczy).

Kilka słów od producenta:

„Jeśli Twój codzienny prysznic jest równoznaczny z suchą i podrażnioną skórą, skorzystaj z tego olejku jako produktu do mycia i kąpieli. DECUBAL SHOWER & BATH OIL pełen jest składników, które nawilżają i zmiękczają. Składa się między innymi z rumianku,  witaminy E oraz olejku Jojoba. Olejek pozbawiony jest dodatków zapachowych, dołączony jest jednak do niego, w osobnej saszetce, ekstrakt grejpfrutowy o przyjemnym zapachu, który można samodzielnie domieszać do produktu, jeśli chce się nadać olejkowi łagodny zapach. Produkt można również stosować do kąpieli w wannie.”

Jak widać, ten producent nie obiecuje cudów-wianków, informacja o produkcie jest bardziej informacyjna.

Skład:

MIPA – laureth Sulfate, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocamide DeA, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Ethylhexyl Stearate, Ricinus Communis Seed Oil, Laureth-4, Propylene Glycol, Polyglyceryl -3 Caprylate, Aqua, Tocopherol, Bisabolol, Tocopheryl Acetate, Citric Acid. 

Na moje niewprawne oko, nie jest źle. Jest dość silny detergent, ale są też składniki nawilżające. Skład dla mnie na plus (wiele kosmetyków do mycia ma o wiele gorszy), ale nie chcę nikogo wprowadzać w błąd bo na składach się zbytnio nie znam. Kosmetyk jest bezzapachowy, jeżeli macie ochotę możecie dodać do niego jakikolwiek olejek aromatyczny. Producent dołaczył do produktu saszetkę z olejkiem o zapachu grejpfrutowym, który naprawdę ładnie pachnie. Nie jest męczący ani chemiczny, aczkolwiek ja uwielbiam wszystkie cytrusowe zapachy nawet odświeżacz do toalet o cytrynowym zapachu ładnie mi pachnie, więc pewnie nie jestem obiektywna ;) Zamiast saszetki lepsza by była mała tubka z dziubkiem (jak w farbach do włosów), bo oczywiście połowa wylądowała poza opakowaniem ;)

Opakowanie jest proste, estetyczne, łatwe do mycia. Bardzo w nim podoba mi się zamknięcie na „klik”, po naciśnięciu jednego końca, drugi się podnosi. Zamknięcie jest solidne, nie ma szans aby samo się otworzyło np. w walizce, więc bezpiecznie można przewozić produkt (co jest szczególnie ważne w trakcie letnich wojaży;). Produkt łatwo się wydobywa z opakowania, nie trzeba się z nim mocować. Nie wylewa się go nadmierna ilość, to też plus.

Decubal Shower & Bath Oil

Decubal Shower & Bath Oil

Olejek jest dość gęsty więc nie nakłada się go kilkoma ruchami. Jak chcę umyć się nim szybko, to używam siatkowej myjki i wtedy ładnie się pieni i rozprowadza. Wtedy mam wrażenie, że ciut gorzej działa – nie w sensie mycia, ale jakby mniej „nawilżał”. Piszę „nawilżał” bo nie ma w sumie takiego działania, ma tylko takie że nie wysusza skóry i pozostawia ją gladką i lekko odżywioną. Do nawilżania niestety ale potrzebne sa moim zdaniem klasyczne balsamy a nie produkty do mycia. Przy nakładaniu dłonią jest mniej wydajny, ale wtedy lepiej działa. W sumie nie wiem dlaczego, może sobie to wkręciłam ale tak mi się wydaje, może przez to że jest dość tłustawy i treściwy. Wtedy czuję się jak posmarowana oliwką, przynajmniej do spłukania ;)

Decubal Shower & Bath Oil

Decubal Shower & Bath Oil

Najważniejsze – działanie

Mimo, że producent nie obiecuje (tak jak producent balsamu Nivea), że nie trzeba się będzie smarować po wyjściu spod prysznica, to olejek ma takie własnie działanie. Po umyciu (najlepiej własnie dłonią a nie myjką) nie muszę się smarować balsamem, co w te okropne upały jest naprawdę super. Olejek nie wysusza, lekko napina skórę, jest gładsza.  Bardzo dobrze myje, nie zostawia żadnego tłustego filmu, zmywa się całkowicie. Ja po nim się ordynarnie wycieram ręcznikiem, żadnego oklepywania czy czekania po spłukaniu aż produkt się wchłonie – zmywam do zera wszystko ze skóry a i tak nie woła od razu o balsam. Oczywiście i tak trzeba się czymkolwiek smarować, ale teraz przy 35 stopniach w cieniu nie mam zamiaru sięgać rano po żadne dodatkowe kosmetyki. bo chyba bym się czuła od razu po użyciu jakiegoś smarowidła ponownie brudna i tłusta.

Podsumowując

Dla mnie to zdecydowanie letni hit w mojej łazience, zdecydowanie wrócę do niego i kupię kolejne opakowanie (swoje już zużyłam w 2/3). Cenowo nie jest może jakiś super (ok. 30 zł za opakowanie 200 ml), ale jest dość wydajny no i przede wszystkim jest wybawieniem dla mojej suchej skóry w upalne dni. Jako ciekawostkę powiem, że jak myłam się nim mając spalone ramiona, nie powodował momentalnego odłażenia suchej skóry, co się nieraz zdarza przy innych żelach do mycia.

Miałyście styczność z kosmetykami Decubal? Wiele osób je testowało w ramach współprac czy po akcji na Facebooku, pasują wam? Dla mnie marka wskoczyła do grona tych ulubionych :)

  • Również mam go z facebookowej akcji – i jestem bardzo zadowolona.
    Podoba mi się użyty też jako płyn do kąpieli.

    • mi trochę szkoda, bo wtedy gorzej myje :)

  • ciekaaaaawi mnie :D